Holenderskie specjały w Kinderdijk

Grudzień jest miesiącem, kiedy zaczynam myśleć o majówce. Wertowanie przewodników, planowanie trasy, wymyślanie zabaw dla Globtroterka czy szukanie noclegów pochłania mnie w zimowe wieczory. Jeśli myślę o kraju idealnym do odwiedzenia na wiosnę to na myśl przychodzi mi Holandia. Morze tulipanów w Keukenhof, parada kwiatowa Bloemencorso, amsterdamskie kanały, niezliczona liczba ścieżek rowerowych, piękne plaże Morza Północnego to zaledwie kilka najważniejszych atrakcji tego kraju.  Dlatego dzisiejszy post przeniesie nas w niesamowite miejsce, które polecam każdemu turyście podróżującemu po Holandii.Kinderdijk

Piękne XVIII wieczne wiatraki położone w wiosce Kinderdijk pod Rotterdamem robią ogromne wrażenie. Jest to największe skupisko zabytkowych wiatraków w Holandii, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
 Wiatraki powstały by walczyć z powodziami i wypompowywać nadmiar wody. Do dzisiaj zachowało się ich aż dziewiętnaście. Są to budynki zamieszkałe przez ludzi. Jeden z wiatraków został udostępniony do zwiedzania.
Przyjemny spacer zapewnia ścieżka biegnąca wzdłuż kanału ścieżka. Kinderdijk to idealne miejsce na krótką wycieczkę i ucieczkę od zgiełku miasta.
Polecam wybrać się do Kinderdijk popołudniu. Unikniecie tłumu turystów, a wiatraki najpiękniej prezentują się w złotym świetle zachodzącego słońca.

Kuchnia holenderska

Tak jak we Francji, WłoszechChorwacji czy Hiszpanii, tak w Holandii musieliśmy spróbować lokalnych przysmaków.  Na długi spacer zabraliśmy ze sobą holenderskie przekąski. Kuchnia tego kraju opiera się głównie na warzywach i mięsie, a dania są proste i mało wyszukane. Przodują potrawy jednogarnkowe, bazujące na ziemniakach.
W naszym koszyku znalazły się małe kotleciki (bardzo podobne do naszych polskich mielonych), bukiet warzyw (pomidory, ogórki, sałata, papryka, marchewka) i oczywiście sery. Wybór holenderskich
serów jest ogromny, a każdy gatunek dostępny jest w trzech rodzajach, uzależnionych od stopnia
dojrzewania – delikatnym, intensywnym i ostrym. Często ich nazwy pochodzą od miejscowości w których są produkowane. My próbowaliśmy goudy z Goudy i edamu z Edamu 🙂 Na deser zjedliśmy pannenkoeken czyli naleśniki z syropem i wypiliśmy gorącą czekoladę z mlekiem. Dla Taty Globtroterka chłodził się holenderski Heineken 🙂
Podoba Ci się artykuł? Udostępnij go znajomym 🙂
Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email
Share on LinkedIn
Linkedin
Pin on Pinterest
Pinterest

Post Author: Ola

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *