Zwiedzanie Herkulanum - Herkulanum z dzieckiem



Herkulanum

Będąc pod wielkim wrażeniem tego co zobaczyliśmy w Pompejach, postanowiliśmy zwiedzić również drugie, zniszczone przez wybuch Wezuwiusza miasto. Herkulanum zostało zalane błotem wulkanicznym o kilkumetrowej grubości i ukryte przed światem do XVIII wieku. Zorganizowane prace wykopaliskowe rozpoczęły się na początku XX wieku, ale spora część jeszcze długo nie zostanie zbadana, gdyż na Herkulanum powstały kolejne miasta i nie ma dostępu do ruin.

Wycieczka na jeden dzień
Z kempingu ruszyliśmy po śniadaniu. Do przejechania mieliśmy ok 80 km. Od rana nad Kampanią zbierały się chmury, które przykryły mocno grzejące dotychczas słońce. Im bliżej celu, tym niebo robiło się ciemniejsze. Gdy dotarliśmy do miejscowości, w której znajdują się wykopaliska, chwilę czasu zajęło nam szukanie miejsca parkingowego.
Tutaj mała dygresja ;) - wszelkie historie jakie słyszeliście na temat finezji kierowców Neapolu nie są w żaden sposób przesadzone. To naprawdę inny drogowy świat - bliżej mu do zwyczajów świata arabskiego niż europejskiego. Znaki drogowe, sygnalizacja świetlna i inni użytkownicy dróg są tutaj wyłącznie w celach ozdobnych, a nikt nie zwraca na nich kompletnie żadnej uwagi.  Samochody, które poruszają się po drogach są obtłuczone, poobijane, mają powgniatane zderzaki, a lusterka (o ile są) wiszą lub przyklejone są do karoserii taśmami. Ponieważ byliśmy prawie 2000 km od domu nie chcieliśmy, by nasz samochód wyglądał tak (zdjęcie przykładowe):


Szukaliśmy więc parkingu strzeżonego, zwanego garażem. To z reguły zadaszone miejsca parkingowe, które również rządzą się swoimi prawami. Otóż są to z reguły niewielkie powierzchnie, gdzie samochody stoją "upchane"jeden przy drugim. Zostawiając samochód na takim parkingu musicie również zostawić... kluczyki do auta. Wynika to z faktu, że jeżeli ktoś w międzyczasie będzie chciał wyjechać z garażu, osoba pilnująca przestawia pozostałe samochody, by ten jeden mógł wyjechać. Wiedząc, że tak to działa od razu poinformowaliśmy właściciela, że nie ma mowy, byśmy kluczyki zostawili.  Zadziała u nas zasada bardzo ograniczonego zaufania, szczególnie że właściciel po angielsku znał jedynie słowo OKEY :P  Nie wspominając o zapisie w ubezpieczeniu AC ;)  Bardzo niechętnie, ale w końcu zaparkowano nasze auto tak, że nie zastawiło żadnego innego (za co potem doliczono sobie kilka euro extra).  Na odchodnym usłyszeliśmy, że zaraz zacznie się kilkugodzinna sjesta i garaż ponownie zostanie otwarty po godzinie 16. Po wyjściu z garażu zaczęło kropić.

Ercolano

Herkulanum położone jest w obrębie miasta Ercolano, leżącego blisko przedmieść Neapolu. To nieciekawe miasto. Żeby nie napisać wprost  - brzydkie. Do tego fatalnie oznakowane - nie ma żadnych drogowskazów na wykopaliska (albo nie widzieliśmy czego szukać ;) ). Do tego wszystkiego mżawka zamieniła się w ulewę! Nagłe oberwanie chmury zamieniło ulice w rwące strumyki, a temperatura spadła o dobrych kilka stopni. Wokół wszystko zamknięte na głucho z powodu sjesty, więc próbowaliśmy ukryć się pod markizą sklepu, ale na niewiele się to zdało. Zacinający deszcz nie chciał nam odpuścić. I wtedy otworzyły się drzwi kamienicy przy której staliśmy i sympatyczny mieszkaniec zaprosił nas gestem do środka. I tak przeczekaliśmy największy deszcz w suchym i ciepłym miejscu :) Włoska gościnność sprawdziła się w 100% :) Ulewa ustała po kwadransie. Ruszyliśmy więc w dalszą drogę. Nasz przewodnik podawał dokładny adres wykopalisk, dlatego mieliśmy nadzieję, że to koniec przygód. Jak się okazało nadzieja była płonna. Autor przewodnika "zjadł" dwie cyfry w adresie i zamiast poprawnych danych: Corso Resina 187, książka kierowała na Corso Resina 1. I tak zafundowaliśmy sobie dłuuugi spacer po średnio przyjemnej dzielnicy. Niestety żaden z napotkanych mieszkańców nie rozumiał pytań po angielsku i hiszpańsku, nie pomagały nawet zdjęcia z przewodnika. Gdy krążyliśmy po slumsach miałam wrażenie, że nigdy nie dojdziemy do celu. Wtedy na drodze pojawił się człowiek, którego wygląd i postura wskazywały na osobę, której nie chcielibyście spotkać w ciemnej ulicy ;) Ale nasza desperacja była tak duża, że postanowiliśmy poprosić go o pomoc. Na migi, z dużą dozą włoskich słówek pokazał nam drogę do SCAVI (zapamiętajcie ten wyraz, jeśli kiedyś będziecie wybierać się do Herkulanum). W międzyczasie wyszło słońce i wszystko zmierzało do dobrego zakończenia :)
Poniżej kilka zdjęć z niezaplanowanego spaceru po Ercolano. Wybaczcie jakość - fotki są wyłącznie z telefonu, bo aparat leżał ukryty bezpiecznie w plecaku.









Wreszcie u celu



Herkulanum

Gdy dotarliśmy do wykopalisk, po ulewie nie było już śladu. Pogoda była wymarzona do zwiedzania.
Teren wykopalisk jest znacznie mniejszy niż w Pompejach. Kilka godzin zajęło nam przejście całego terenu, a zajrzeliśmy w każdy kąt ;) Być może niepewna pogoda sprawiła, że turystów było niewielu, przez co zwiedzanie było czystą przyjemnością.
Wchodząc na teren Herkulanum widać całe wykopaliska z góry.






Nad Herculanum góruje współczesne Ercolano - różnica w poziomach pokazuje grubość wulkanicznego błota, które zalało miasto.



Budynki są ponumerowane, a każdy jest opisany w bezpłatnych przewodnikach dostępnych przy kasach biletowych, co bardzo ułatwia zwiedzanie. Można również wypożyczyć audio - przewodnik. Niestety nie ma wersji polskojęzycznych.





Mozaiki, malowidła i rzeźby robią ogromne wrażenie.











Globtroterek upodobał sobie pozostałości po publicznych jadłodajniach. W ladach wciąż tkwią wgłębienia, w których znajdowały się naczynia z gorącymi potrawami.





Mnie najbardziej urzekły miejskie termy. Podzielone na część damską i męską, z szatniami oraz pomieszczeniami, gdzie zażywano kąpieli.



Z ciekawością oglądaliśmy wnętrza domów i budynków użyteczności publicznej.


















W części budynków trwają prace archeologiczne i są zamknięte dla zwiedzających. Jednak pozostałe, dostępne miejsca w pełni pozwalają na zrozumienie tragedii jaka rozegrała się tu blisko 2000 lat temu.


Powrót do "rzeczywistości" odbywa się poprzez przejście długim tunelem, co daje wrażenie symbolicznego opuszczenia miasta i jego mieszkańców.
 


Nauka filmowania
Celowo na koniec zostawiłam opis dzisiejszej zabawy, gdyż chciałam Wam pokazać mały fragment jej rezultatów ;)
Globtroterek, jak stali czytelnicy wiedzą, bardzo lubi fotografowanie i jest w tym coraz lepszy. Podczas pobytu we Włoszech zainteresował się również filmowaniem. Postanowiłam to wykorzystać i poprosiłam, by sam nagrał film z naszej wycieczki. Podszedł do zadania bardzo ambitnie i przejął mój telefon we władanie. Komentował zwiedzane obiekty, przeprowadzał z nami wywiady i dzielił się własnymi przemyśleniami.


Wywiad :)

Co prawda koordynacja nagrywania obrazu i dźwięku wymaga jeszcze wiele pracy, ale materiał, który powstał jest dla nas bezcenny :) Zachęcam Was gorąco do sprawdzenia jak Wasze dzieci sprawdzą się w roli rodzinnych reporterów. Potem możecie znaleźć wśród filmików takie "kwiatki" :)


Wyłączyliśmy komentarze, gdyż nie nadążaliśmy z odpisywaniem na nie :) 
Nie chcielibyśmy żeby ktokolwiek z naszych Czytelników poczuł się zaniedbany ;) Jeśli macie pytania odnośnie podróży, kempingów, parków rozrywki czy gier i zabaw śmiało piszcie do nas maila: globtroterek@op.pl lub wiadomość prywatną na Facebooku www.facebook.com/globtroterek Tam odpowiadamy najszybciej jak się da :)